poniedziałek, 30 maja 2016

Plażujemy


Nad naszą wyspą wreszcie zaświeciło słoneczko. zrobiło się naprawdę pięknie, dlatego dzisiejsze popołudnie spędziliśmy na plaży razem z przyjaciółmi. Uwielbiam taką pogodę i takie popołudnia.




Średniak wziął ze sobą kolegę aby było weselej.
Każdy wie że zabawa z przyjacielem jest lepsza niż bez.



Zawsze w takie słoneczne dni przypominają się beztroskie, dziecinne lata, wakacyjne wyjazdy z rodzicami pod namiot i wiele innych bezcennych chwil na zawsze zapisanych w pamięci.




Piknik w centrum miasta




dla najgorszego sortu Polaków


Frytki i ryba z wiaderek smakuje najlepiej.


I wreszcie zabawa na plaży









To było naprawdę bardzo miłe popołudnie, a jutro plażowania część dalsza.




















czwartek, 26 maja 2016

Dzień matki

Podziwiam moją mamę bezgranicznie ponieważ nie potrafię sobie wyobrazić jak ona była w stanie wychować siódemkę swoich dzieci. Wychowywała nas w czasach gdy nie było wielu udogodnień życia codziennego, takich jak teraz, typu pralka automatyczna, zmywarka, suszarka itd. Do tego w sklepach były puste półki i mimo szczerych chęci i pieniędzy w portfelu nie można było sobie po prostu pojechać do sklepu i wrócić obładowanym zakupami. Pomimo wszystko w naszym domu był codziennie ciepły obiad składający się z dwóch dań i deseru, albo przynajmniej kompotu na deser. Było w miarę czysto, jeżeli przy tak dużej ilości dzieci może być czysto. Coś wiem na ten temat. Do tego moi rodzice uprawiali działkę i sad owocowy co w sezonie wiosenno-letnim wymagało poświęcenia mnóstwa czasu. Dzięki temu zawsze mieliśmy owoce i warzywa. Podziwiam moją mamę bo bardzo często zajmowała się nami sama z tego względu, że tata przebywał często poza domem pracując na utrzymanie rodziny.




Z okazji Dnia Matki chciałabym mojej mamie zadedykować piękny urywek z Przypowieści Salomona rozdział 10 wersety od 10 do 31.



"Dzielna kobieta - trudno o taką- jej wartość przewyższa perły,
Serce małżonka ufa jej, nie brak mu niczego,
Gdyż wyświadcza mu dobro, a nie zło, po wszystkie dni swojego życia;
Dba o wełnę i len i pracuje żwawo swoimi rękami.
Podobna jest do okrętów handlowych, z daleka przywozi żywność.
Wstaje wcześnie, gdy jeszcze jest noc; daje żywność swoim domownikom, a swoim służącym, co im się należy.
Gdy zechce mieć rolę, nabywa ją, pracą swoich rąk nabywa winnicę.
Mocą przepasuje swoje biodra i rześko porusza swoimi ramionami.
Wyczuwa pożytek ze swojej pracy, jej lampa także w nocy nie gaśnie.
Wyciąga ręce po kądziel, swoimi palcami chwyta wrzeciono.
Otwiera swoją dłoń przed ubogim, a do biedaka wyciąga swoje ręce.
Nie boi się śniegu dla swoich domowników, bo wszyscy jej domownicy mają po dwa ubrania.
Sama sobie sporządza okrycie, jej szata jest z purpury i bisioru.
Mąż jej jest w bramach szanowany, zasiada w radzie starszych kraju.
Wyrabia spodnią bieliznę i sprzedaję ją a pasy dostarcza kupcowi.
Dziarskość i dostojność jest jej strojem, z uśmiechem na twarzy patrzy w przyszłość.
Gdy otwiera usta mówi mądrze a jej język wypowiada dobre rady.
Czuwa nad biegiem spraw domowych, nie jada chleba nie zapracowanego.
Jej synowie nazywają ją szczęśliwą, jej mąż sławi ją, mówiąc:
Jest wiele dzielnych kobiet, lecz ty przewyższasz wszystkie!
Zmienny jest wdzięk i zwiewna jest uroda, lecz bogobojna żona jest godna chwały.
Oddajcie jej co się jej należy! Niech ją w bramach wysławiają jej czyny."


Te słowa doskonale obrazują moją mamę, jest ona wyjątkową osobą, a my jej dzieci jesteśmy z niej bardzo dumni i bardzo ją kochamy.



Pozdrawiam was moi drodzy

Margaritka




niedziela, 22 maja 2016

Warto poświęcać dziecku czas.

Dobry wieczór moi drodzy.

Dzisiaj chciałabym poruszyć pewien kontrowersyjny temat, a mianowicie czy matka małych dzieci powinna pracować. Zdaję sobie sprawę z tego że każdy ma inne zdanie na ten temat bo każdy wie ,że tam gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania. Ja chciałabym napisać wam jakie jest moje zdanie na ten temat wyrobione w ciągu 13 lat mojego macierzyństwa.

Gdy urodził się mój pierwszy syn mogłam z nim zostać w domu przez pierwszy rok jego życia. Byłam szczęśliwa że mogę się nim opiekować i obserwować jego rozwój, być przy tym jak stawia swoje pierwsze kroki. Gdy skończył rok musiałam wrócić do pracy. Było to dla mnie bardzo trudne i chociaż był pod dobrą opieką, ja ciągle miałam wyrzuty sumienia, że jestem złą matką bo nie poświęcam mu tyle czasu ile on potrzebuje. Gdy miał rok i pół zapisałam go do żłobka i to chyba był dla mnie najtrudniejszy czas w mojej karierze bycia matką. Wychodziliśmy z domu ok 7 rano aby odwieźć go do żłobka i zdążyć na czas do pracy, a wracaliśmy do domu ok 6 wieczorem. Zostawała nam ok godzina na zabawę, kolację i trzeba było go kłaść spać, aby kolejnego poranka mógł się znowu obudzić o świcie. Pewnie pomyślicie że to normalne, wiele matek tak odprowadza swoje dzieci do żłobka czy do przedszkola, a same w tym czasie pracujá. Tak jest to normalne pod warunkiem, że zarówno matka jak i dziecko taką sytuację zaakceptuje. Ja nie mogłam pogodzić się z takim stylem życia, chciałam poświęcać czas mojemu małemu synkowi, który dodatkowo był niejadkiem i czasami potrafił odmówić jedzenia przez cały czas pobytu w żłobku.

 Gdy urodził się mój drugi syn nie musiałam wracać do pracy, mogłam mu poświęcać cały swój czas i uwagę. Poszedł do przedszkola wtedy kiedy był już na to gotowy i bardzo szybko się tam zaadoptował. Gdy zaczął szkołę był pewny siebie i od samego początku zaczął zbierać same pochwały, a nauka to była dla niego przyjemność a nie obowiązek. Tak jest zresztą do tej pory. Teraz chodzi już do 5 klasy, jest bardzo samodzielny i pewny siebie.





Z trzecim synem zostałam w domu przez dwa pierwsze lata jego życia. Gdy skończył dwa lata zaczęłam nową pracę i zapisałam go do przedszkola. Zostawał tam przez kilka godzin w ciągu dnia, ponieważ ja nie pracowałam na cały etat. Stopniowo przyzwyczajał się do nowego otoczenia i był zadowolony. Ja nie martwiłam się o to że poświęcam mu za mało czasu, bo mimo tego że nie było mnie kilka godzin w domu nadal miałam czas na to aby się z nim bawić, uczyć go nowych rzeczy i obserwować umiejętności które zdobywał każdego dnia.

Trudno jednoznacznie stwierdzić jakie rozwiązanie jest najlepsze dla matki i dziecka. Myślę że wszystko zależy od okoliczności, od wrażliwości na różne czynniki zarówno matki jak i dziecka. Jedno można stwierdzić na pewno, nasze dziecko potrzebuje naszej uwagi i czasu. Jeżeli decydujemy się na pracę mając małe dziecko powinniśmy każdego dnia znaleźć dla niego chociaż trochę czasu na to aby pobyć z nim sam na sam. Ja widzę po swoich dzieciach jak bardzo jest im to potrzebne i jak bardzo duże efekty to przynosi.
Wczoraj mój najmłodszy, zaledwie czteroletni synek, został wyróżniony przez swoją nauczycielkę i otrzymał dyplom i nagrodę za wzorowe zachowanie i postępy w nauce.
Jestem naprawdę z niego dumna. Duma mnie także rozpierała gdy ostatnio dyrektorka za szkoły, do której chodzą moi chłopcy pochwaliła mojego średniego syna i powiedziała że jest jednym z najlepiej uczących się dzieci w swojej klasie. Mój średniak często też przynosi dyplomy za różne osiągnięcia. Wczoraj na przykład otrzymał taki dyplom z matematyki.

Najstarszy syn też daje mi powody do radości i dumy. Całkiem niedawno miał za zadanie napisać recenzję wybranego przez siebie filmu. Komentarz nauczycielki bardzo mnie zaskoczył. Napisała mu, że jest to jedna z najlepszych prac jakie kiedykolwiek widziała.
Poświęcony dzieciom czas na czytanie książek, na pomoc przy odrabianiu z nimi lekcji kiedyś na pewno zaowocuje.

Teraz gdy mam jeszcze jednego chłopca pod opieką staram się znajdować także czas dla niego. Prawie każdego wieczoru, siedzę przy nim i pomagam mu w odrabianiu lekcji, zachęcam do czytania a także czytam przed zaśnięciem. W ciągu kilku miesięcy zrobił w szkole niebywałe postępy.

Inwestujmy nasz cenny czas w nasze dzieci a efekty zobaczymy bardzo szybko.

Wracając do tematu, nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to czy matka powinna zostać w domu z dziećmi dopóki nie dorosną i się nie usamodzielnią, czy też powinna wrócić do pracy wkrótce po porodzie. Jedne matki nie potrafią sobie wyobrazić że zostawią swoje maleństwo chociaż na minutę, inne natomiast nie mogłyby egzystować bez pracy. Nie chodzi mi tu o ocenianie co jest lepsze, każdy przypadek należy rozważyć indywidualnie. Jedno jest pewne i bez względu na to jakie rozwiązanie wybierzemy powinniśmy dać naszym dzieciom odczuć że one są dla nas bardzo ważne i nigdy nie pozwolić im w to wątpić. One potrzebują być o tym zapewniane każdego dnia.



Pozdrawiam was serdecznie
Margaritka




wtorek, 17 maja 2016

Pizza domowa

Mój średni synek lubi czasami coś upichcić. Ostatnio poprosił mnie abym kupiła składniki na pizzę. Chciał ją zrobić sam bez niczyjej pomocy. Dlaczego nie, pomyślałam i dałam mu wolną rękę. Zrobił wszystko sam od A do Z. Ja mogłam tylko się skupić na robieniu zdjęć no i oczywiście na posprzątaniu wszystkiego. Przecież szef kuchni nie będzie po sobie sprzątał, od tego są jego asystenci.



Mój kucharz skorzystał z przepisu z książki " Kiedy dziecko nie ma apetytu".


Składniki na ciasto:
1 i 1/2 szklanki mąki przennej
1/4 szklanka mleka
1,5 dag drożdży
1 łyżka oliwy
1/2 łyżeczki miodu
1/2 łyżeczki soli
oliwa do wysmarowania formy

Przygotowanie:

Drożdże utrzeć z miodem, letnim mlekiem oraz 1 łyżką mąki. Odstawić na ok. 20 min w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Mąkę przesiać do miski, dodać sól i wyrośnięty rozczyn, zagnieść gęste ciasto. Wlać oliwę oraz 1/2 szklanki ciepłej wody, wyrabiać ciasto ok 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Przykryć ściereczką, odstawić na ok 1 godzinę w ciepłe miejsce na 20-30 minut.










Wyrośnięte ciasto rozwałkować i wyłożyć nim wysmarowaną oliwą formę. Następnie wstawić do piekarnika i piec ok 15 minut w temperaturze 180 stopni C. Ja zawsze podpiekam ciasto na pizzę zanim położę na nim pozostałe składniki. Mam wtedy pewność że ciasto nie będzie surowe.

Gdy ciasto rośnie przygotowujemy sobie wszystko co chcemy położyć na naszą pizzę. Zaczynamy od zrobienia sosu pomidorowego. Do zrobienia sosu będziemy potrzebować koncentrat pomidorowy oraz przyprawy do pizzy, lub mieszankę ziół takich jak bazylia, oregano, tymianek etc. Koncentrat pomidorowy przekładamy do miski, dodajemy kilka łyżek wody oraz zioła. (ilość według uznania). Mieszamy wszystko dokładnie i tak przygotowanym sosem smarujemy wyjęte z piekarnika, podpieczone ciasto na pizzę.






W międzyczasie przygotowujemy składniki, które chcemy położyć na naszą pizzę. Mój kucharz przygotował takie.















A oto gotowa i bardzo pyszna pizza.
Pozwalajmy naszym dzieciom eksperymentować w kuchni, bo umiejętności zdobyte w dzieciństwie przydadzą im się na całe życie.





Pozdrawiam was serdecznie

Margaritka
































poniedziałek, 16 maja 2016

Z lotu ptaka

Witajcie moi drodzy

Ostatnio was trochę zaniedbałam, jakoś dużo się u nas dzieje, dlatego trudno mi znaleźć spokojną chwilę. Dzisiaj też nie będę się rozpisywać, pokażę wam tylko kilka fotek zrobionych z lotu ptaka przez okienko samolotu. Pogoda podczas lotu była wspaniała, więc udało mi się zrobić trochę zdjęć. Zdjęcia te robiłam też z myślą, że pokaże je dzieciom z klasy mojego najmłodszego synka. Tak się składa że pracuje z tą klasą raz w tygodniu więc będzie to wspaniała okazja aby pokazać im jak wygląda ziemia z góry. Tym bardziej że teraz mają zrobiony kącik tematyczny: podróż samolotem. Na pewno część dzieci leciała już samolotem ale nie wszystkie.





Młody człowiek  wsiada do samolotu. Dla niego nie ma jeszcze znaczenia nazwa tylko kolory.



Zadowolony podróżnik na pokładzie niebiesko- żółtego  samolotu.





Zawsze mnie zadziwia widok z góry, pola i łąki wyglądają jak przyszyte do siebie skrawki kolorowych materiałów. Szczególnie podobają mi się żółte pola rzepaku. Domy, ulice a nawet samochody wyglądają jak zabawki.  






Wypatrzyliśmy inny samolot







Widok z góry na morze


Gdy lądowaliśmy nad Warszawą mój synek zapytał się" Mamo jesteś pewna że to Polska"?



 A tu już widoki w drodze powrotnej, Warszawa z góry.



Zachód słońca


Zapewniam was że to nie jest reklama linii lotniczych Ryanair, tym bardziej że wracaliśmy samolotem innego przewoźnika, ale może moje zdjęcia zachęcą kogoś do wejścia na pokład samolotu chociażby dla takich widoków.

Pozdrawiam was serdecznie

Margaritka







wtorek, 3 maja 2016

Ale w koło jest wesoło.

 Witajcie moi drodzy

Dawno mnie tu nie było. Ostatnio dużo się u nas dzieje, spędzamy dużo czasu poza domem, więc czasu na pisanie brak.

Nasz dom tętni życiem, oprócz naszych czterech młodocianych kręci się u nas młodzież z całej okolicy. Czasami się zastanawiam co ja tu robię wśród całej tej bandy chłopaków. Od czasu do czasu pojawi się jedna dziewczynka, czasami przyprowadzi na chwilę koleżankę ale przez większość czasu otacza mnie męski ród. Nasz średni syn lubi przyprowadzać swoich kolegów do domu, czasami w całkiej dużej ilości. Mam czasami takie wrażenie że prowadzę dom dziecka, jedni wchodzą, inni wychodzą, jeszcze inni bawią się w domu. Ostatnio zrobiłam naleśniki na obiad, całą stertę naleśników. Dla taty został jeden bo udało mi się go w porę schować w bezpieczne miejsce. Koledzy zostali zaproszeni do stołu i poczęstowani. Cieszę się że nasz dom jest otwarty i z tego też że dzieci z sąsiedztwa i koledzy chłopaków czują się tu jak u siebie. W moim domu rodzinnym też tak było, też zapraszaliśmy koleżanki i kolegów. Moi rodzice nadal mają otwarty dom i każdego gościa przyjmują z otwartymi ramionami i nakrytym stołem.




Chcę żeby moi chłopcy mieli dobre wspomnienia z dzieciństwa, podoba mi się jak się bawią z rówieśnikami i spędzają dużo czasu na aktywnych zabawach na zewnątrz. Często sobie przypominam moje beztroskie dzieciństwo. Najlepsze wspomnienia to te dotyczące zabaw z koleżankami i kolegami z tak zwanego podwórka. Nasza wyobraźnia nie miała granic. Nie było komputerów, tabletów, ani telefonów, a my się nigdy nie nudziliśmy. Nawet wtedy kiedy padał deszcz skakaliśmy w kaloszach po kałużach.
Dlatego ja też pozwalam swoim dzieciom przyprowadzać kolegów do domu, bo wiem że zabawa z rówieśnikami jest dla nich ważna.




 Czasami drażni mnie bałagan który często panuje w moim domu. Duża ilość dzieci równa się bałagan. Ja osobiście lubię mieć wszystko poukładane na swoim miejscu, ale potrafię też machnąć ręką i zamiast zamieniać się w matkę zabraniającą wszystkiego pozwalam im się po prostu bawić. Zgadzam się z powiedzeniem "Każdy wiek ma swoje prawa, prawem dziecka jest zabawa". Niech się bawią do woli w każdej wolnej od obowiązków chwili.



Gdy się już zrobi za duży bałagan wtedy jest pora na sprzątanie. Chłopaki już się przyzwyczaili do tego, że w każdą sobotę rano muszą posprzątać swoje pokoje. A gdy dom już jest ogarnięty to jest pora na zabawę i przyjemności.