wtorek, 3 maja 2016

Ale w koło jest wesoło.

 Witajcie moi drodzy

Dawno mnie tu nie było. Ostatnio dużo się u nas dzieje, spędzamy dużo czasu poza domem, więc czasu na pisanie brak.

Nasz dom tętni życiem, oprócz naszych czterech młodocianych kręci się u nas młodzież z całej okolicy. Czasami się zastanawiam co ja tu robię wśród całej tej bandy chłopaków. Od czasu do czasu pojawi się jedna dziewczynka, czasami przyprowadzi na chwilę koleżankę ale przez większość czasu otacza mnie męski ród. Nasz średni syn lubi przyprowadzać swoich kolegów do domu, czasami w całkiej dużej ilości. Mam czasami takie wrażenie że prowadzę dom dziecka, jedni wchodzą, inni wychodzą, jeszcze inni bawią się w domu. Ostatnio zrobiłam naleśniki na obiad, całą stertę naleśników. Dla taty został jeden bo udało mi się go w porę schować w bezpieczne miejsce. Koledzy zostali zaproszeni do stołu i poczęstowani. Cieszę się że nasz dom jest otwarty i z tego też że dzieci z sąsiedztwa i koledzy chłopaków czują się tu jak u siebie. W moim domu rodzinnym też tak było, też zapraszaliśmy koleżanki i kolegów. Moi rodzice nadal mają otwarty dom i każdego gościa przyjmują z otwartymi ramionami i nakrytym stołem.




Chcę żeby moi chłopcy mieli dobre wspomnienia z dzieciństwa, podoba mi się jak się bawią z rówieśnikami i spędzają dużo czasu na aktywnych zabawach na zewnątrz. Często sobie przypominam moje beztroskie dzieciństwo. Najlepsze wspomnienia to te dotyczące zabaw z koleżankami i kolegami z tak zwanego podwórka. Nasza wyobraźnia nie miała granic. Nie było komputerów, tabletów, ani telefonów, a my się nigdy nie nudziliśmy. Nawet wtedy kiedy padał deszcz skakaliśmy w kaloszach po kałużach.
Dlatego ja też pozwalam swoim dzieciom przyprowadzać kolegów do domu, bo wiem że zabawa z rówieśnikami jest dla nich ważna.




 Czasami drażni mnie bałagan który często panuje w moim domu. Duża ilość dzieci równa się bałagan. Ja osobiście lubię mieć wszystko poukładane na swoim miejscu, ale potrafię też machnąć ręką i zamiast zamieniać się w matkę zabraniającą wszystkiego pozwalam im się po prostu bawić. Zgadzam się z powiedzeniem "Każdy wiek ma swoje prawa, prawem dziecka jest zabawa". Niech się bawią do woli w każdej wolnej od obowiązków chwili.



Gdy się już zrobi za duży bałagan wtedy jest pora na sprzątanie. Chłopaki już się przyzwyczaili do tego, że w każdą sobotę rano muszą posprzątać swoje pokoje. A gdy dom już jest ogarnięty to jest pora na zabawę i przyjemności.



4 komentarze:

  1. Podoba mi się Twoje podejście:) z przyjemnością o tym poczytałam.
    Moja dwuletnia córcia też się za odkurzanie zabiera:) ciekawe jak będzie później, hi, hi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że ci spodobał mój blog, później może być różnie w zależności od humoru :) Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. "Pełna chata" - super :) Bałagan jest nieważny dopóki dzieci szczęśliwe. Sama moja córcia potrafi zrobić taki bałagan, że ciężko przejść przez pokój. Ale potem mamy zabawę w tajfun który to wszystko zbiera - kto szybciej pozbiera swoją część ten lepszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka pełna chata to u nas codzienność. Dobry pomysł z tym tajfunem może zastosuje to u nas ;)

      Usuń